czwartek, 19 listopada 2009
Bardzo dlugi imieninowy wpis, 2,5 roku Tobiusia, imieninowa babka ze sliwkami
Jak na razie to wyszedl mi dlugi tytul. Zapowiada sie, ze czesc o Tobiusiu bedzie najdlusza, bo kawaler konczy dzisiaj 2,5 roku. A ja mam dzis imieniny :) Pozdrawiam rowniez te wszystkie Ele, ktore dzis obchodza imieniny. Choc w listopadzie jest az trzy razy imieninowa Ela, raz w czerwcu i raz w lipcu. Ja swietowac dzis nie bede- sietowalismy w urodziny i starczy. Choc kto wie, moze W. cos milego przyniesie? ;) Tobi dzis postanowil mi upiec ciasto. Bylismy na zakupach zywnosciowych. Po czym ja ide do kuchni i mowie: Tobiusiu, mama zaraz przyjdzie tylko rozpakuje rzeczy. Zwykle juz mozna zostawic go na 5-10 minut samego, bez obawy, ze cos zbroi: sciagnie obrus, wlozy cos do kontaktu, powyciaga ksiazki z biblioteki itp. Po 2,5 roku tlumaczen coraz lepiej mozna sie z nim dodgadac. :) Ale: uwazac musze, bo w jadalni stoi komonda, a wniej bardzo interesujace dla Tobiusia talerze, filizanki, pojemniki, miski, itp. Wiec, tylko jak slysze podejrzane brzdekniecia to zagladam i malusia upominam. Dzis poszlam do kuchni, w pokoju cisza zapadla. Rozpakowalam zakupy, wychodze... a tam Tobi na lawie w pokoju "ciasto piecze". -Mama, ciasto :) Na lawie w misce maka i cukier, a Tobi raczka miesza :) Oczwiscie wszedzie dookola pelno maki i cukru. Tobi laskawie od razu do swojego wysokiego krzesla poszedl, a ja odkurzacz przytachalam i sprzatnelam to pobojowisko. :) No napatrzyl sie chlopak w ostatnim czasie sporo, jak mama ciasta robi :)))) Ale: juz nieldugo czas pieczenia swiatecznych ciasteczek nastanie, to sie maluch ze mna wyzyje :) Akurat wykoryzstamy ten cukier zmieszany z maka. Z nowych umiejetnosci Tobiusia: rozroznia juz kolory: zielony, niebieski, zolty, czerwony. Gdy stoimy na przejsciu dla pieszych, wie, ze czerwoyn ludzik musi sie zmienic w zielonego i wtedy mozna przejsc. rozroznia niektore litery: S, T, A (A to dla niego zajaczek- patrzac od dolu, to A ma uszy) tanczy do muzyki. Mamy kasete z piosenkami dla dzieci. Tobi wola: mama, dzieci spiewaja :) Najczesciej kreci sie w kolko i klaszcze. Ulubione zabawki to ostatnio kosmetyki mamy: krem, puder, pedzel. Przed snem ogladamy zwykle ksiazeczke o kreciku i myszke. Myszka piecze tam urodzinowy tort dla kreciki i robi min. krem. Tobi uwierzyl, ze krem ze sloiczka mamy to ten sam, co i do ciasta. Pewnego razu wladowal sobie na palcu to do buzi. A potem ze zdziwieniem mowi: mama, krem, be?? :))) Tobi lubi pakowac ksiazki w szary papapier i szykowac paczki :) Ulubiona zabawa to rowniez naklejki. Zbieralam kiedys nakleji z gazet typu Tina, Laura itp. Osttanio juz Tobi zaklejil caly duzy zeszyt. Kupilam mu wiec pod choinke ksiazeczki z bajkami i naklejkami. 400 naklejek, mam nadzieje, ze starczy na dlugo ;) Z Tobiusiowego slownictwa- zagadki pikiki pikaka wika tipa pitutan fononot wimpapa gisia (odpowiedzi w kolejnym wpisie) Pozwolilam sobie wam wyslac kilka zdjec Tobiusia z ostatniej wizyty dziadkow, oraz jedno zdjecie z Polski z jeleniem. Gdyby jeszcze ktos chcial, zeby wyslac, to prosze napisac. Imieninowa babka ze sliwkami (Imieniny swietowalam w poniedzialek z kolezankami z grupy dla malych dzieci) 350 g sliwek 70 g platkow migdalowych 200 g masla lub margaryny do pieczenia 2 lyzeczki cukru waniliowego 175 g cukru szczypta soli 4 jaja 200 g maki 2 lyzeczki proszku do pieczenia 5 lyzecz czerwoenego wina wytrawnego 150 g czekolady w wiorkach tluszcz do wysmarowania formy cukier puder Sliwki umyc, wypestkowac, pokroic na male kawalki. Wysmarowac forme do babki (2 litrowa) i wysypac 1-2 lyzki platkow migdalowych. Maslo, cukier waniliowy, cukier i sol ubic na puszysta mase. Dodawac pojedynczo jajka ciagle mieszajac. Wymieszac make z proszkiem do pieczenia. Dodawac do masy make naprzemian z winem i ciagle mieszac. Dodac pozostale platki migdalowe i czekolade i lekko wymieszac. 1/4 ciasta wlozyc do formy. Pozostala czesc wymieszac ze sliwkami, przelozyc do formy. Piec w piekarniku w temperaturze 180 stopni ok godzine. Sprawdzamy patyczkiem, czy w srodku jest upieczone- jesli patyczek jest suchy, to ciasto wyjmujemy. Formy babkowe maja rozne ksztalty, co ma wplyw na szybkosc pieczenia. Po wyjeciu z piekarnika, po 15 min. wyjmujemy z formy, Po wystudzeniu posypac cukrem pudrem. A oto efekt koncowy:
¶roda, 18 listopada 2009
"Polska" salatka ziemniaczana
Salatka ziemniaczana jest w Niemczech na porzadku dziennym, jako obiadowy dodatek. Rozprzestrzeniona jest we wszystkich rejonach Niemiec. My rzadko kiedy ja jadamy bo W. nie lubi majonezu i innych dressingow. Oczywiscie istnieje tez wariant salatki bez majonezu. Tesciowie jadaja salatke codzien ;) W Polsce taki dodatek do drugiego dania jest raczej nieznany. Pamietam, gdy w czasie chrzcin Tobiusia, ktore byly w knajpie, moj brat zamowil kotlet schabowy. Niestety biedaczek nie sprawdzil, co jest na przystawke. Dostal ziemniaczana salatke, spoglada i mowi: Co to, kartofle na zimno? A kto to bedzie jadl? Po mojej interwencji dostal frytki :)) Tym bardziej ze zdziwieniem wypatrzylam ten przepis w gazecie "Bild der Frau. Gut kochen & backen" nr 6/2009. Jest to juz wydanie Bozonarodzeniowe, gdzie podano kilka dan swiatecznych z calego swiata. Pojawila sie tez Polska... A tam smazony karp (brawo za znajomosc) + owa ziemniaczana salatka. Przyznam szczerze, ze nie pamietam, zebysmy kiedys do wigilijnego karpia serwowali saltke. Owszem, jako jedno z dan pojawiala sie tradycyjna warzywna salatka. Salatke ziemniaczana wyprobowalam na urodzinach. "Polski" specjal wszystkim smakowal ;) Skladniki (dla 6 osob) 1,2 kg kartofli 1 cebula 50 g korniszonow 3 kwasne jablka 200 g chudego jogurtu 3 lyzki majonezu 7 lyzek wody od ogorkow sol, pieprz Kartofle ugotowac w mundurkach, wystudzic, obrac, pokroic w plasterki. Cebule obrac, pokroic na polksiezyce, zalac wrzaca woda na 2 minuty, wyjac z wrzatku. Ogorki pokroic w drobna kostke. Jablka obrac, pokroic w kostke. Wymieszac jogurt, wode od ogorkow i majonez, przyprawic sola i pieprzem. Wymieszac skladniki z sosem, ewentualnie doprawic do smaku. Zostawic w lodowce na 2 godziny, zeby skladnikis ie "przegryzly"
wtorek, 17 listopada 2009
Pieczen wolowa w marynacie (Sauerbraten)
Sprawdzalam nazwe tego dania w slowniku online. Jakos po niemiecku bardziej mi sie podoba- stad druga nazwa w tytule. Zreszta pieczeni w marynacie bywa duzo roznych wariantow. A nazwa Sauerbraten stosowana jest do tego jednego rodzaju. Chodzi o to, ze marynuje sie ja w kwasnej marynacie z dodatkiem octu. Uwaga: przygotowania nalezy rozpoczac juz 2-3 dni wczesniej przed przewidywana konsumcja. Wiec jesli ktos zapomni i bedzie chcial robic wszystko w jednym dniu, to niestety sie nie da. dla 4-5 osob Marynata: peczek wloszczyzny (por, seler, marchew, natka pietruszki) 1 cebula 1-2 gozdziki 2 listki laurowe 1 lyzka pieprzu czarnego w ziarnach 2 lyzki suszonego tymianku 750 ml czerwonego wina wytrawnego 250 ml octu winnego czerwonego
1,2 kg lopatki wolowej Do sosu: 3 lyzki oleju, 1 lyzka masla sol, pieprz jeden piernik do sosow (taki specjalny) lub jakikolwiek inny piernik bez cukru , polewy itp. mysle ze nadal by sie piernik w rodzaju "katarzynki") 100 ml smietany 20 % 100 g creme fraiche Mieso oczyscic. Wloszczyzne oskrobac, zetrzec na tarce z duzymi otworami, pietruszke i por posiekac. Cebule obrac i pokroic na cwiartki. Mieso wlozyc do miski, garnka z pokrywa. Ocet, wino wymieszac z warzywami i przyprawami. Peklowac w lodowce w pryzkrytym naczyniu 3 dni, czasami mieso przewracac. Wyjac mieso z marynaty. Marynate przecedzic. Warzywa i inne skladniki wyrzucamy. Mieso osuszyc, doprawic do smaku pieprzem i sola. Olej i maslo rozgrzac na patelni, mieso usmazyc na rumiano ze wszystkich stron. Wyjac z patelni, przelozyc do brytfanny. Na patelnie wlac marynate, zagotowac, przelac do brytfanny. Przykryc brytfanne pokrywa i piec ok 2 godzin w temperaturze 200 stopni, polewajac co jakis czas sosem. Wyjac mieso z brytfanny, sos przecedzic, wlac do rondla, zagotowac. Pokruszc piernik i wsypac do sosu, mieszac, az sie rozpusci. Dodac smietane i creme fraiche. Doprawic ewentualnie do smaku. Mieso pokroic w plastry. Polewac sosem. Smakuje z makaronem, kluskami lub knedlami ziemniaczanymi oraz z czerwona kapusta. U nas byl makaron i duzo, duzo sosu, bo jak maz mowi: "Spätzla müsset schwemma" :) A moje mezosko Szwab i tesc tez (ale taki prawdziwy ze Szwabi) :)))
poniedzia³ek, 16 listopada 2009
Zalegle przepisy
Przez pewien czas bedzie teraz w moim blogu kulinarnie, bo uzbieralo mis ie przepisow, ktore chce sobie zachowac. Tak latwiej i wygodniej, niz szperac w moim pudle, gdzie przechowuje kartki z przepisami. Jeden laptop stoi u nas w kuchni :) Tak wiec: Sernik cieniowany 5 jaj 200 g ciemnej czekolady (od 40 % wzwyz, jak kto woli) 150 g cukru 1 opakowanie cukru waniliowego sloik jagod w zalewie (300 g) 2 paczki budyniu smietankowego 750 g chudego twarogu zmielonego lub serka homogenizowanego (ja bralam serek) 250 g smietany 30% skorka otarta z jednej cytryny Bialka oddzielic od zoltek, ubic bialka na sztywna piane. Czekolade rozpuscic w naczyniu w kapieli wodnej. Zoltka ubic z cukrem i cukrem waniliowym na puszysta mase. Dodawac na przemian budyn, ser i smietane ciagle ubijajac. Mase serowa podzielic na 3 czesci. Do jednej dodac skorke z cytryny, wymieszac. Do kolejnej dodac roztopiona czekolade, wymieszac. Do trzeciej dodac osaczone z zalewy jagody i wymieszac. Bialka podzielic na 3 czesci, dodac do kazdej z masy serowej, wymieszac. Masy serowe ukladac naprzemian spiralnie do natluszonej formy. Piec w piekarniku w temperaturze 175-180 stopni ok 45 min. Po wylaczeniu piekarnika pozostawic w nim ciasto na ok. godzine, nastepnie mozna wyjac (ciasto w ten sposob nie opada) Zdjecie juz bylo :) Smacznego!
sobota, 14 listopada 2009
Ogrodek przygotowany na zime
Dokonczylam dzis przekopywanie ogrodka. Chyba "wloczylo" sie to ze 3 tygodnie, bo padalo, a potem ja bylam chora. Potem wizyta tesciow. No, ale koniec koncow juz sie udalo dzisiaj. Zmeczylam sie bardzo, a potem dochodze do drzwi i slysze od razu, jak moj synek wola: mama, mama i do drzwi biegnie :) Nie dal mi sie rozebrac :))) Teraz mam spokoj gdzies do kwietnia. Na nastepny weekend mam zamiar wybyc do Regensburga i zrealizowac swoje urodzinowe bony: w Ives Rocher, w Orsay´u i w ksiegarni. A ogrodek przygotowany do zimowego snu wyglada tak: Tegoroczna spizarnia: 35 sloikow przecieru pomidorowego 10 sloikow ogorkow w occie (strasznie malo :(- ale ogorki w tym roku w ogole nie dopisaly) 8 toreb marchwi 2litrowych w zamrazarce 10 toreb fasoli 2 litrowych w zamrazarace 3 sloje papryki w zalewie 1 sloik buraczkow w zalewie 3 torby buraczkow 2 litrowe w zamrazarce 3 wiadra 10 litrowe ziemniakow 75 cebul 2 torebki 1 litrowe groszku w zamrazarce 6 sloikow konfitury czeresniowej (czeresnie od pani sasiadki) 7 sloikow powidel sliwkowych (sliwki rowniez od pani sasiadki) Ach. Byl jeszcze koper, jeden rzadek, ktory wykorzystalam do robienia ogorkow.
czwartek, 12 listopada 2009
Obuchem w leb
No tak czuje sie od 3 dni- jakby mi ktos obuchem w leb dal... :( Tesciowie odjechali wczoraj do domu, ale nie dalam rady ich odwiezc- wzieli taksowke. Pierwotnie mialo byc tak, ze pani sasiadka z Tobikiem zostanie, a ja pojade z nimi na dworzec. Obawialismy sie tez, ze sie Tobik bedzie darl, jak nagle wszyscy odjada i nie wiadomo, jak sobie pani sasiadka poradzi. A tak zostalam i nie plakal. "Babcia, dziadek jada ciuchcia"- juz powoli zdania sklada. Za to na spanie poludniowe niezle kino odstawil. Dzis zreszta tez. Za duzo atrakcji z dziadkami bylo, az tu nagle znow ich nie ma... Pzyjecie urodzinowe udalo sie nad wyraz. Pieczen byla podobno super, super dobra- to pochwala z ust mojego meza, a jak wiadomo, co do jedzenia to ma swoje "chimery". No i innym tez smakowalo- wiec musialo byc dobre. Sernik tez juz zniknal i salatka ziemniaczana. Dostalam: perfumy i kolczyki od meza, od tesciow pieniadze i czekolade, a od sasiadow bon na ksiazki w ksiegarni i kwiaty. Chyba za duzo to jednak roboty bylo, nie wiem, nie moge dojsc do siebie. I @ mnie tez meczy. Tak wiec trwam od kawy do kawy, a jak juz nie daje rady biore ibuprom. Musi sie ta migrena skonczyc kiedys, prawda? Czasem jednak musze sie stolu przytrzymac, jak mi sie w glowie kreci... Tobik poprosziony, zeby sie grzecznie bawil, najczesciej swoje samochody wyciaga, albo klocki i ciuchcie robi... Wtrzymuje tak ok. 10 minut. Musze poodpisywac na maile.
poniedzia³ek, 09 listopada 2009
Urodziny :)
Moje urodziny dzisiaj :) Serdecznie dziekuje juz za wszystkie zyczenia pod poprzednimi wpisami. Urodziny spedzam z tesciami. W. jest w pracy. Wieczorem jeszcze przychodza sasiedzi na kolacje: Sauerbraten (Kwasna pieczen?) pekluje sie w lodowce juz od soboty. Sama ciekawa jestem, jak mi wyjdzie. Nie omieszkam naturalnie opisac ;) Pozdrawiam w tym dniu wszystkich czytelnikow bloga.
sobota, 07 listopada 2009
Moje najnowsze "dzielo" ;)
Sernik "cieniowany"- marmurkowy: 3 masy serowe: biala, czekoladowa i jagodowa. Przepis innym razem.
czwartek, 05 listopada 2009
Wieniec serowy z nadzieniem orzechowo- marcepanowym
Podobno wszystkim smakowal. W. ostatnio w pracy zmienial miejscowosc. Przechodzil. z R. do innego R. :) I na zakonczenie ja ciasta 2 pieklam. Pewnie niedlugo tez na przyjecie cos bede musiala piec. Tobi sie przygladal ze swojego krzeselka, jak mama robi. Uwielbia, gdy mama robi mikserem wrrr ;) A potem moze widelki wylizac. Ciasto: 400 g maki 4 lyzeczki proszku do pieczenia 1 jajo szczypta kardamonu, szczypta imbiru i szczypta mielonych gozdzikow 1 mala filolka zapachu rumowego 100 g cukru 200 g masla 200 g twarogu lub serka Nadzienie: 100 g surowej masy marcepnowej 200 g siekanych orzechow laskowych 100 g cukru 1 jajo 4 lyzki rumu 100 g masla Piekarnik ogrzac do 180 stopni. Natluscic forme z kominem (Srednica: 26 cm). Make wymieszac w misce z proszkiem do pieczenia i z przyprawami. Wbic jajko, dodac aromat. wsypac cukier. Dodac posiekane maslo i twarog. Zagniesc ciasto. Ciasto rozwalkowac w kwadrat 30x30 cm. Marcepan pokroic w czatski. Wymieszac mikserem z orzechami, jajem, cukrem i rumem na puszysta, gladka mase. Rozsmarowac na ciescie. Ciasto zawinac w rulon i przelozyc do formy z kominem. Piec ok godziny. 100 g masla stopic. Wieniec wyjac z formy i nieco wystudzic, nastepnie nasaczyc stopionym maslem. Mozna posypac cukrem pudrem. Moj wygladal tak:
¶roda, 04 listopada 2009
Placze...
Z dwoch powodow silne emocje mnie dzisiaj wziely... 1. Wychodzilam do skrzynki na listy przez taras (zawsze tak robie)- zostawilam uchlone drzwi tarsowe. Tobi zaczal majstrowac i je zamknal. Co oznacza, ze mnie zamknal na zewnatrz. Mialam na szczescie moj pek kluczy i wbieglam spowrotem przez okrezna droge. Ale zamkniete na klucz drzwi od pokoju i od kuchni przymusowo mnie zostawily w korytarzu. (Zamykamy, przed Tobim, bo zwykle w kuchni zaraz wszystkie kurki odkreca) Juz mialam po W. dzwonic, ale wybieglam jeszcze raz na taras i znaki malusiowi daje. Na szczescie nie odszedl daleko... A tu on tylko sie cieszy i rekami macha, ze mama na zwewnatrz i jakies dziwologi w powietrzu kresli. Na szczescie zrozumial i drzwi otworzyl spowrotem... Jak wbieglam, to z placzem przytulac zaczelam proszac, zeby tak wiecej nie robil... Tobi: mama drzwi aua? Kremem! ;) 2. Moi rodzice przyslali na urodziny i imieniny list :) ... A tam: kolczyki i naszyjnik! Takie szkielka tata kupil, ale sie wzruszylam i placze teraz jak bobr!!! Tata mnie kocha i teskni... Ja tez...
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zak³adki:
Do poczytania
Do pos³uchania
Filmy
Flickiry i inne zdjêcia
U Tiffaniego
W wolnym czasie
Znajome blogi
Znane
|